Kilka miesięcy temu urodziłam dziecko, chłopca. Odwiedzin nie było końca. Każdy z rodziny, znajomych, współpracowników przychodził dzień po dniu, by zobaczyć malca. Po miesiącu od urodzenia wszystko przycichło. Nie było już spotkań. Pozostała szara rzeczywistość, ja i mój nowo narodzony synek. Każdy dzień wyglądał tak samo, karmienie, przewinięcie pieluszki, usypianie, karmienie, przewinięcie pieluszki, usypianie. Tak, dzień w dzień, bez żadnych dodatkowych wydarzeń. Moje dotychczasowe życie, jako spontanicznej osoby, tryskającej uśmiechem, mającej pełno pomysłów na każdy dzień, zeszło na monotonię, smutek i w sumie depresję. Nie mogłam odnaleźć się w nowej sytuacji, w jakiej się znalazłam. Wszystko obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Czytałam w gazetach, że po urodzeniu wcale nie trzeba wiele zmieniać, że można funkcjonować jak dotychczas. Mnie to raczej nie dotyczyło. U mnie zmieniło się wszystko, na gorsze oczywiście. Poza tym, że miałam w domu najpiękniejsze dziecko świata.
Pewnego dnia oglądałam sobie pewien poranny program telewizyjny. Dziecko na szczęści mi spało, więc miałam chwilę relaksu dla siebie. Usiadłam wygodnie na kanapie i wsłuchiwałam się akurat w wywiad z pewną młodą mamusią. Kobieta ta wyglądała cudownie, pomyślałam, że przecież tak nie może wyglądać „świeżo upieczona mamusia”. To jest niemożliwe, jakiś fotomontaż. Podobno podczas ciąży odkryła swoją nową pasję, dla której porzuciła swoje dotychczasowe życie. Wcześniej pracowała w jakiejś wielkiej korporacji, jako zwykły pracownik, niczym się nie wyróżniający od innych. Gdy urodziła dziecko zaczęła swoją pasję wcielać w życie. Na początku próbowała sama na sobie, oczywiście mowa tu o malowaniu twarzy. Sprawdzała jakie odcienie do jakiej twarzy dobrać, do koloru skóry itp. Informacji było sporo. Wchodziła na strony internetowe i oglądała wstawiane filmiki. Korzystając z tego, że jest jeszcze na urlopie macierzyńskim, robiła kurs za kursem, począwszy od makijażu dziennego, wieczorowego, okazjonalnego, tradycyjnego. Swojej nauki nie zakończyła na tych czterech typach makijażu. Poszła dalej w tym kierunku i maluje najbardziej egzotyczne twarze, makijaże. Oglądając wywiad z tą kobietą zaczynałam wierzyć w to, że po urodzeniu dziecka nie wszystko trzeba porzucić. Fakt, że jeśli chodzi o makijaże to sama nawet nie wiem jak zrobić kreskę na oku, ale to nie moja pasja, ale tej kobiety z telewizji. Ja mogę robić coś, co sprawia mi przyjemność i połączyć to z wychowywaniem dziecka. Moim marzeniem było otwarcie swojego własnego klubu fitness. Nie mam na razie tyle pieniędzy, by to marzenie spełnić. Mam jednak dobrą kondycję, pomimo ciąży. Wiele lat uprawiałam wiele sportów, więc ruch jest częścią mojego życia. Postanowiłam na początek założyć blog, na którym umieszczałam filmiki, jakie ćwiczenia wykonywać, by być w formie, a nie przemęczać się od razu. Dzięki temu, że mogłam robić to w domu, miałam czas dla swojego dziecka i dobrą zabawę. Po jakimś czasie, do samego fitness dodałam ćwiczenia dla matek z dziećmi. Wiele kobiet jest w takiej samej sytuacji jak ja, nie może wyjść z domu, ponieważ dziecko wymaga ciągłego karmienia, większej uwagi, bądź urodziło się wcześniakiem i trzeba samemu w domu rehabilitować do następnej wizyty u lekarza. Czasami najnormalniej w świecie nie ma się pieniędzy na wszystkie wyjścia na siłownie i inne kluby sportowe. Dziecko pochłania wiele wydatków, na pampersy, na zdrowe żywienie, obiadki, soczki itp., nie wspominając, że ubranka i zabawki to koszty niesamowicie wielkie. Mój blog zaczął być bardzo popularny, moje maleństwo, które rosło przysłowiowo „jak na drożdżach” uczestniczyło w wielu moich ćwiczeniach. Nawet na takim jednym filmiku, usłyszałam pierwszy głośny śmiech mojego synka. Niesamowite jest, gdy pasje można połączyć z codziennością. Od tamtego dnia nie miałam już żadnych depresyjnych nastrojów. Miałam jeszcze większego powera, by rozwijać to co zaczęłam. Wiem, że po zakończeniu urlopu macierzyńskiego, gdzie dziecko pójdzie do żłobka i będę maiła więcej czasu na sprawy zawodowe, będę dalej kontynuowała to co już zaczęłam, mój nowy zalążek, moje „drugie dziecię”. Oczywiście pewnie wrócę do dotychczasowej pracy, jednak uważam, ze z moją pasją jestem w stanie połączyć pracę i dom i ćwiczenia. Jestem teraz szczęśliwa, że dzięki ciąży, macierzyństwie mogłam otrzymać szansę na jeszcze lepsze jutro. Dokładam się do pozytywnych opinii matek pracujących i spełniających swoje pasje, nawet gdy dziecko jest naprawdę maleńkie. Do tego wszystkiego potrzeba trochę determinacji i silnej woli. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych, trzeba po prostu bardzo czegoś pragnąć.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here